Od dziś w kinach „Spider-Man 2” Sama Raimiego

Od dziś w kinach „Spider-Man 2” Sama Raimiego

To film o facecie, który ma problemy z samym sobą. Ale i o cenie, jaką płaci się za talent

A Peter Parker (Tobey Maguire), alias Spider-Man, problemów ma mnóstwo: rozstał się z ukochaną Mary Jane Watson (Kirsten Dunst), bo nie chciał jej narażać na niebezpieczne życie u boku Człowieka Pająka. Mało tego – jego najlepszy przyjaciel Harry Osborne (James Franco) obwinia go o śmierć swego ojca, a najbliższa krewna, ciotka May (Rosemary Harris), przeczuwa, że jej mąż zginął nie bez udziału Petera.

Poza tym Spider-Manowi, który co chwila musi ruszać na ratunek innym (sygnałem jest dlań zawsze policyjna syrena), brakuje czasu dla siebie: zaniedbuje studia, traci pracę, żyje w żałosnej norze, gdzie i tak zalega z czynszem.

Co więcej, gdy Parker fruwa wśród wysokościowców jako Człowiek Pająk, kiepsko idzie mu nawet bryzganie pajęczą nicią.

W końcu ma tego wszystkiego dosyć.

Uciążliwy dar

„Spider-Man 2” to dydaktyczny film o cenie, jaką płaci się za talent. Wciąż powraca w nim memento: nie zmarnuj tego, co posiadasz. Pamiętaj, że dar, jaki otrzymałeś od losu, niesie ze sobą pewne obowiązki. By im sprostać, trzeba zrezygnować z własnych marzeń.

Czy to ostrzeżenie dotyczy tylko herosów? Nie. Tyczy każdego, bo wszyscy mamy w sobie zadatki na bohatera, choćby w mikroskali. Nie przypadkiem Parkera i Mary Jane grają aktorzy banalnie nieurodziwi, po prostu zwyczajni.

„Talent to ledwie 10 proc. sukcesu, liczy się praca” – powiada dr Otto Octavius (Alfred Molina), szwarccharakter szukający nowego źródła energii. Jego pojedynek ze Spider-Manem to marginalna, choć niewątpliwie najefektowniejsza część filmu (zwłaszcza sekwencja potyczki w metrze). Ważniejsze jest to, że obaj stają przed tymi samymi dylematami. Z tą różnicą, że problemem Octaviusa jest przerost ambicji.

Problem w głowie

„Wszystko jest tutaj” – mówi, pukając się w czoło, lekarz, który bada Parkera.

Otóż właśnie, bohaterowi filmu Raimiego szwankuje psychika! Zmaga się ze swą „dwoistością”: otwiera szafę, a tam obok siebie wiszą garnitur i strój Spider-Mana. Co założy tym razem? Tylko czy te „dwie wersje” tego samego człowieka naprawdę muszą kłócić się ze sobą? I dlaczego właściwie amerykańscy herosi rodem z komiksu (Spider-Man, Batman) skrywają twarze za maską? A gdyby tak ją zdjąć?

„To jeszcze dziecko. Jest młodszy od mojego syna” – dziwi się pasażer metra, widząc niedojrzałą buźkę Człowieka Pająka. Czy to odkrycie osłabia jego podziw dla bohatera? Wprost przeciwnie, sprawia, że jest mu on jeszcze bliższy. Bo bohatera – o czym uparcie przekonuje nas Raimi – potrzebują wszyscy. Jako wzoru do naśladowania.

Łopatą i dowcipem

Problem dwoistości dochodzi w „Spider-Manie 2” do głosu także w inny sposób – pobrzmiewają w nim dwa „konkurencyjne” tony. Pierwszy to sieriozna łopatologia – zmora całego hollywoodzkiego kina popularnego. Podczas wykładu ciotki Parkera na temat powinności życiowych każdego z nas i amerykańskiej tęsknoty za herosami byłem bliski zatkania sobie uszu.

Na szczęście uratował mnie ton drugi – humor. Scena z Parkerem piorącym w pralni kostium Spider-Mana albo ta w windzie, gdzie rozmawia się o tym, czy to wygodny kostium, czy może uciskający w kroku.

Moją ulubioną postacią jest tu zresztą naczelny brukowca (J.K. Simmons), dla którego Parker robi zdjęcia Spider-Mana (a więc niejako fotografuje swoje drugie ja!) – zwariowany, bezczelny i śmiertelnie zajęty. Dla niego warto stracić w kinie dwie godziny. Dla momentów patetycznych i romansowych już nie.

Sądząc po zakończeniu drugiej części, czeka nas nieuchronnie „Spider-Man 3”. Nie jestem pewien, czy będę chciał go oglądać.

„Spider-Man 2”, reż. Sam Raimi, USA 2004